Rozdział 45
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Kiedy trwał pewnej nocy po jutrzni na modłach, zjawił mu się anioł Boży i rzekł: „Bracie Janie, skończona droga twoja, czego tak długo oczekiwałeś. Przeto zwiastuję ci w imię Boże, byś żądał, jakiej chcesz łaski. I zwiastuję ci jeszcze, byś wybrał, co wolisz: czy jeden dzień w czyśćcu, czy siedem dni na tym świecie”.

A że brat Jan wolał raczej siedem dni męki na tym świecie, zachorzał nagle na różne choroby: więc opadła go silna febra i gościec w rękach i nogach, i ból w boku, i wiele innych bólów. Lecz co mu gorzej dolegało, to diabeł, który stał przed nim i trzymał w ręce wielką kartę, zapisaną wszystkimi grzechami, które popełnił lub pomyślał, i mówił mu: „Za wszystkie te grzechy, które popełniłeś myślą, słowem i uczynkiem, skazanyś na dno piekła”.

A on nie przypominał sobie żadnego dobrego uczynku, który spełnił, ani że jest w Zakonie lub tam był kiedykolwiek; lecz sądził, że jest potępiony, jak mu diabeł mówił.

Kiedy go więc pytano, jak mu jest, odpowiedział: „Źle, bom jest potępiony”. Widząc to bracia posłali po pewnego brata starego, imieniem brat Mateusz z Monte Rubbiano, który był człowiekiem świętym i wielkim przyjacielem brata Jana. Kiedy doń przyszedł ów brat Mateusz, siódmego dnia jego udręki, pozdrowił go i zapytał, jak się miewa. Odrzekł, że źle, bowiem jest potępiony. Wówczas rzekł brat Mateusz: „Nie pomnisz, żeś wielokrotnie spowiadał się przede mną i że odpuściłem ci wszystkie twoje grzechy? Nie pomnisz i tego, że służyłeś zawsze Bogu w Zakonie tym przez lat wiele? Nie pomnisz nadto, że miłosierdzie Boże przewyższa wszystkie grzechy świata i że Chrystus błogosławiony, Zbawiciel nasz, zapłacił, by nas odkupić, nieskończoną cenę? Przeto miej ufną nadzieję, że będziesz na pewno zbawiony”. Wśród tych słów, ponieważ dopełnił się czas oczyszczenia, pokusa znikła i przyszła pociecha.

I w weselu wielkim rzekł brat Jan do brata Mateusza: „Ponieważ zmęczony jesteś, a godzina późna, proszę cię, idź spocząć”. Lecz brat Mateusz nie chciał go opuścić. W końcu jednak, na usilne naleganie jego, odszedł i udał się na spoczynek. A brat Jan został sam z bratem, który mu służył. I oto Chrystus błogosławiony przybył w blasku ogromnym, wśród woni niezmiernie łagodnej, wedle obietnicy danej, że zjawi się po raz drugi, kiedy mu bardziej będzie Go trzeba, i uzdrowił go zupełnie z wszelakiej słabości. Wówczas brat Jan, złożywszy ręce, dziękował Bogu, że najlepszym kresem kończy długą drogę obecnego nędznego żywota, w ręce Chrystusa polecił duszę swoją i oddał ją Bogu. I przeszedł z tego życia śmiertelnego do żywota wiecznego z Chrystusem błogosławionym, którego tak długo pragnął i widzieć pożądał.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 - 


  Dowiedz się więcej
1  O Kwiatkach św. Franciszka powiedzieli
2  Budowa książki
3  Sytuacja Kościoła we Włoszech przed św. Franciszkiem



Komentarze
artykuł / utwór: Rozdział 45







    Tagi: