Rozdział 26
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Tedy dotknął go anioł i uzdrowił go, i skrzepił. Potem go zawiódł do mostu, którego nie było można przejść bez wielkiego niebezpieczeństwa, bowiem był bardzo słaby, wąski, śliski i bez poręczy po bokach. A pod nim płynęła rzeka straszliwa, pełna węży, smoków i skorpionów, ziejąca smrodem okropnym. I rzekł doń anioł: „Przejdź przez ten most, a musisz przejść cały”. Ów odrzekł: „Jakże go zdołam przejść, by nie wpaść do tej rzeki niebezpiecznej?” Rzekł anioł: „Idź za mną i stawiaj stopę w ślady mojej stopy, a przejdziesz dobrze”.

Idzie brat za aniołem, jak ten go pouczył, aż doszli na środek mostu. Kiedy stali na środku, anioł odleciał. I porzuciwszy go, wzbił się na górę wysoką, daleko od mostu. Brat widział dobrze miejsce, gdzie anioł poleciał, lecz pozostawszy bez przewodnika i spojrzawszy w dół, ujrzał straszliwe zwierzęta z głowami nad wodą i otwartymi paszczami, gotowe pożreć go, gdyby upadł. I był w takim strachu, że żadną miarą nie wiedział, co począć ani co rzec. Nie mógł bowiem zawrócić wstecz ani iść naprzód. Widząc się w takim ucisku i nie mając innej ucieczki, prócz Boga, schylił się i obłapił most, i całym sercem, ze łzami, polecił się Bogu, by wspomógł go miłosierdziem swym świętym. Kiedy skończył modlitwę, zdało mu się, że zaczynają mu puszczać się skrzydła. Przeto w radości wielkiej czekał, aż urosną, by z mostu mógł polecieć tam, gdzie poleciał anioł. Lecz po pewnym czasie, pragnąc gorąco przebyć ten most, spróbował wzlecieć. Lecz jako że skrzydła nie dość jeszcze urosły, runął na most, a pióra mu opadły. Przeto znowu obłapił most i jak przedtem polecił się Bogu, znów zdało mu się, że puszczają mu się skrzydła. Jednak jak wprzódy nie zaczekał, by całkiem urosły: więc zerwał się przedwcześnie do lotu i runął znowu na most i pióra mu opadły.

Skoro tedy poznał, że spada, bowiem przedwcześnie do lotu się zrywa, zaczął tak mówić do siebie: „Na pewno, jeśli po raz trzeci puszczą mi się skrzydła, zaczekam, aż staną się wielkie, bym mógł latać nie spadając”.

Kiedy tak pomyślał, uczuł, że po raz trzeci puszczają mu się pióra. Podczas gdy czekał, aż skrzydła urosną, zdało mu się, że na pierwsze, drugie i trzecie wyrośnięcie skrzydeł czekał dobrych lat sto pięćdziesiąt lub więcej. W końcu podniósł się po raz trzeci, całą siłą wzbił się w lot i leciał w górę aż do miejsca, kędy poleciał był anioł.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 - 


  Dowiedz się więcej
1  Święty Franciszek z Asyżu - życiorys
2  Charakter Kwiatków... - brak dydaktyzmu, prostota, radość
3  Jan Paweł II o św. Franciszku z Asyżu



Komentarze
artykuł / utwór: Rozdział 26







    Tagi: